piątek, 16 maja 2014

Rachael Herron "Kocha, nie kocha"



Abigail, po ostatnich przeżyciach, pragnie zmiany w swoim życiu. Kiedy dostaje spadek, nie waha się nawet chwili, sprzedaje wszystkie swoje rzeczy, pozostawiając jedynie te osobiste i wyjeżdża do odziedziczonej posiadłości. Jej nowy sąsiad nie wita jej jednak z otwartymi ramionami.

Cade zajmował się farmą ciotki, postawił ją na nogi, gdy była na skraju bankructwa, nie pozwoliła mu jej odkupić, twierdząc, że kiedyś otrzyma ją w spadku. Nie ma się więc co dziwić, że nie jest szczęśliwy z faktu, że kawałek ziemi wraz z domkiem, mieszczący się pośrodku farmy, od teraz należy do zupełnie obcej kobiety.

Abigail, nie zważając na niezbyt miłe przyjęcie, pragnie urządzić w odziedziczonym domku swoją pracownię. Ale jak to zrobić skoro cały domek zawalony jest jakimiś pudłami z gazetami, a w dodatku potrzebuje gruntownego remontu?

Tych dwoje, choć są zupełnie różni od siebie, coś ewidentnie do siebie przyciąga. Na domiar złego Abigail znów musi zmierzyć się z przeszłością. 
Pełna ciepłego humoru opowieść o spełnianiu marzeń, pokonywaniu przeszkód i rodzącym się uczuciu dostarcza czytelnikowi wiele pozytywnych emocji. Autorka wznosi wszystko na wyżyny i zaraz potem spuszcza to z łoskotem na ziemię. Żadna miłośniczka romasnów nie powinna narzekać, że powieść jest nudna, porywa i zaskakuje żarem uczuć

Dodatkowym plusem jest rozpoczynanie rozdziału od cytatu opatrzonego ładnym rysunkiem drutów (aż zapragnęłam wyjąć swoje i zacząć robić jakiś sweterek). Jest to powieść w sam raz na chłodny wieczór spędzony pod kocykiem z kubkiem herbaty w dłoniach.

sobota, 3 maja 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu"


Historia miłości, która mimo upływu lat, mimo zadanego bólu, mimo wielu przeszkód, potrafi przetrwać.

Katarzyna Matczak właśnie rozpoczyna klasę maturalną, gdy jej ojciec ponownie się żeni. W jednej chwili cały jej świat obraca się o 180 stopni. Sprawy nie ułatwia poznanie przystojnego Krzysztofa Borowskiego, który od pierwszego spotkania uderzył jej do głowy (zarówno w przenośni jak i dosłownie).

"Mieszkałam w śródmieściu z ojcem, miałam przyjaciółkę Ewę i moje życie było... normalne. (...) Wcześniej moim głównym problemem była nauka, utarczki słowne z nauczycielami i treningi. A teraz... mieszkam w wielkim domu, pokój w pokój z dziewczyną, która mnie nienawidzi i siedzę w samochodzie z jej byłym chłopakiem"

Nie tylko jej życie się zmienia. Przyrodnia siostra, Gośka, po zerwaniu z Krzyśkiem ponownie wpada w podejrzane towarzystwo, co prowadzi do tragedii. Oczywiście wszystko odbija się na całej rodzinie. Po śmierci Gośki, Kaśka obwiniając się za taki obrót sprawy, postanawia wyjechać, odciąć się od wszystkiego. Pozostawia na peronie krzyczącego za nią Krzyśka.

Druga część książki przenosi czytelnika 13 lat do przodu kiedy to Krzysztof Borowski jest już doskonałym prawnikiem prowadzącym własną kancelarię. Po dawnym ciepłym chłopaku nie pozostał nawet ślad. Stał się zimny, oschły, budzący strach w pracownikach. Wtedy też ponownie w jego życiu pojawia się jego ukochana...

Kaśka wraca pod nazwiskiem panieńskim swojej matki jako prokurator, oskarżyciel w sprawie, w której obrońcą jest Krzysiek...

Sprawa "grupy z centrum" to sprawa, która ponownie ich połączyła i równocześnie postawiła na ich drodze kolejne przeszkody. To sprawa, która stała się ich przekleństwem, z której nie ma dobrego wyjścia bez udziału i dobrej woli osoby trzeciej.

Jak potoczą się ich losy? Kto okaże się pomocny w sprawie? Kto jest sprawcą całego "zamieszania"?

Lektura ta dostarcza czytelnikowi wielu emocji, sprawia, że ciężko jest się od niej oderwać. Autorka znakomicie gra na uczuciach odbiorcy. Styl pisania ma lekki i przyjemny. Nie używa nadmiaru niepotrzebnych słów, co sprawia, że książkę czyta się szybko i czytelnik nie ma czasu się znużyć.
Miłośnicy ambitnej, poważnej literatury mogą nie znaleźć w niej tego, czego szukają, ale ktoś kto chce po prostu oderwać się od codziennych spraw, odpocząć, zrelaksować się, powinien być zadowolony.

"Zakręty losu" to powieść, do której chce się wracać.


Polecam do lektury: Kancelaria - "Poprowadź mnie"

piątek, 2 maja 2014

Scott Spencer "Miłość bez końca"

"Szaleńcza miłość Davida i Jade, pożądanie, budząca się seksualność i wzajemna fascynacja, wybucha z siłą, której sami nie potrafią zrozumieć. Kiedy ojciec Jade, przerażony intensywnością uczuć Davida zabrania młodym kontaktów, chłopak wymyśla sposób, jak wrócić do łask jej rodziców: wywoła pożar, z którego wszystkich uratuje. Jednak sytuacja szybko wymyka się spod kontroli i przeradza w koszmar. Davida czeka nieunikniona kara za to, co było dla niego najważniejsze - miłość bez końca do Jade."
 Tak fabułę przedstawia autor.

Nic nie zapowiada, że lektura nie jest lekka, a wręcz ciężka. Nigdzie nie ma nawet wzmianki o tym, że jest to bardziej powieść psychologiczna. Tak przynajmniej bym ją określiła. Zamiast burzliwej historii miłosnej mamy przedstawioną wręcz obsesję głównego bohatera. Chłopak po odbyciu kary za spowodowanie pożaru nie zaczyna żyć na nowo. Mimo, że nie jest to łatwe, za wszelką cenę stara się ponownie zdobyć kontakt z rodziną Butterfield. Nie zważa nawet na zakaz zbliżania się do nich.Udaje mu się odnaleźć prawie wszystkich członków rodziny. Z wyjątkiem Jade.

Cóż robi David? Ma świadomość, że zniszczył ich życie, że prawie ich zabił, że w efekcie doprowadził do całkowitego rozpadu rodziny. Mimo to decyduje się z nimi skontaktować, próbuje znów się z nimi zaprzyjaźnić. Jak się później okazuje, nic dobrego z tego nie wynika. Staje się przyczyną kolejnej tragedii, narusza warunki swojego zwolnienia warunkowego i w konsekwencji ponownie trafia do szpitala psychiatrycznego.

Po opisie książki można było się spodziewać historii miłosnej, historii rodzącego się uczucia. Co powstało? Historia chłopaka, którego miłość doprowadziła do szaleństwa i to właśnie o tym szaleństwie jest opowieść. Wszystkie wydarzenia sprzed pożaru zostały opisane w sposób chaotyczny, nieuporządkowany. Dodatkowo umieszczonych zostało wiele niezbyt ważnych dla całej historii rozważań.

Czytając niektóre fragmenty po prostu omijałam zdania, czytając "po łebkach".  Bohater nie mówił prosto, zwięźle i na temat, ale wstawiał wiele dygresji, które dla czytelnika bywają wręcz nużące.David nie wzbudził mojej sympatii, wręcz przeciwnie, już od pierwszych stron zaczął mnie irytować. Wręcz pławił się w swoim nieszczęściu, pielęgnował swoje cierpienie, swój ból, tęsknotę. Ewidentnie nie chciał żeby mu pomóc.

Pierwsza myśl po przeczytaniu książki? "Jak dobrze, że już koniec". Być może nie dojrzałam jeszcze do tego typu powieści, ale z pewnością do niej nie powrócę.