Abigail, po ostatnich przeżyciach, pragnie zmiany w swoim życiu. Kiedy
dostaje spadek, nie waha się nawet chwili, sprzedaje wszystkie swoje rzeczy,
pozostawiając jedynie te osobiste i wyjeżdża do odziedziczonej posiadłości. Jej
nowy sąsiad nie wita jej jednak z otwartymi ramionami. Cade zajmował się farmą ciotki, postawił ją na nogi, gdy była na skraju bankructwa, nie pozwoliła mu jej odkupić, twierdząc, że kiedyś otrzyma ją w spadku. Nie ma się więc co dziwić, że nie jest szczęśliwy z faktu, że kawałek ziemi wraz z domkiem, mieszczący się pośrodku farmy, od teraz należy do zupełnie obcej kobiety.
Abigail, nie zważając na niezbyt miłe przyjęcie, pragnie urządzić w odziedziczonym domku swoją pracownię. Ale jak to zrobić skoro cały domek zawalony jest jakimiś pudłami z gazetami, a w dodatku potrzebuje gruntownego remontu?
Tych dwoje, choć są zupełnie różni od siebie, coś ewidentnie do siebie przyciąga. Na domiar złego Abigail znów musi zmierzyć się z przeszłością.
Pełna ciepłego humoru opowieść o spełnianiu marzeń, pokonywaniu
przeszkód i rodzącym się uczuciu dostarcza czytelnikowi wiele pozytywnych
emocji. Autorka wznosi wszystko na wyżyny i zaraz potem spuszcza to z łoskotem
na ziemię. Żadna miłośniczka romasnów nie powinna narzekać, że powieść jest nudna, porywa i zaskakuje żarem uczuć
Dodatkowym plusem jest rozpoczynanie rozdziału od cytatu opatrzonego ładnym rysunkiem drutów (aż zapragnęłam wyjąć swoje i zacząć robić jakiś sweterek). Jest to powieść w sam raz na chłodny wieczór spędzony pod kocykiem z kubkiem herbaty w dłoniach.

